Archive for the ‘chimerycznie’ Category

re.wind

Sunday, April 25th, 2010

Zdałem sobie sprawę, że dzięki temu, iż skutecznie nie znajduję czasu na przeniesienie tutaj archiwum motd, cała treść, która szczęśliwie tu dotarła jest wyrwana z kontekstu. Brawo! Postanowiłem jednak nadrobić straty przybliżając nieco czytelnikom postać autora. Jest sens? No jest?

`Meh`. Należy uczciwie przyznać się do kilku rzeczy. Cholera!

Wybaczcie kacowo-losową kolejność. Jest wiele dziedzin życia, które zadręczane są moją obecnością, od czego więc zacząć?

  1. Nazywam się Rebus, mam na imię Adam.
  2. Urodziłem się na tyle dawno, że w kontekście braku jakichkolwiek spektakularnych osiągnięć, najwyższy czas przestać o tym mówić.
  3. Nie jestem pisarzem — uważam, że uczciwie zostać pisarzem można tylko wtedy, gdy zrobiło się absolutnie wszystko, by do tego nie dopuścić (patrz lista poniżej). Ja mam jeszcze kilka pomysłów. Prowadzenie message:of:the:day traktuję jak wymioty — pozbywam się w ten sposób nieprzyswajalnych treści.
  4. Od czasu gdy zacząłem prowadzić tę stronę postarzałem się o dziesięć lat i nauczyłem pisowni wielu wyrazów – niestety nie wszystkich. Od pewnego czasu używam również polskich znaków diakrytycznych, jednak nie zawsze. Interpunkcja nie istnieje – to mit.
  5. Moja współpraca z DoPieca.pl zaowocowała tym, że zacząłem czytać książkę o częściach mowy. Niestety — nie przeczytałem jeszcze całej. Nawet gdy to się stanie jestem przekonany, że nie będę w stanie przyswoić całej zawartej w niej wiedzy. Tej przyswojonej raczej nie będę umiał zastosować.
  6. Jestem samotnikiem i samotność najbardziej uświadamia mi jak trudne są związki – szczególnie te ze mną.
  7. Dwa lata temu szczęśliwie się zakochałem.
  8. Charytatywnie naprawiam wszystkie komputery jakie napotkam.  Potrafię naprawić praktycznie wszystko. Co więcej, często odczuwam trudną do odparcia potrzebę naprawiania rzeczy, które tego wymagają. Proszę, nie nadużywaj tego.
  9. Lubię komputery, nie potrafię żyć bez Internetu.
  10. Jestem rowerzystą — entuzjastą kolarstwa górskiego — mieszkam na Mazowszu ..miejscu tak płaskim, że jeden umiejętnie oddany strzał mógłby zabić dziesiątki osób.
  11. Jestem biegaczem, maratończykiem – nigdy nie startowałem w żadnym biegu.. ale mogę polecić dobrą książkę o bieganiu – napisał ją Bob Glover i nosi tytuł Podręcznik biegacza.. ostatni raz wyszedłem pobiegać 22 lutego 2010 o 21:30.. było zimno, ważyłem wtedy 83kg.
  12. Wspomnianą płytę Jacek dostarczył jako przykład grania podobnego do tego, które prezentuje mój zespół — DerGabinet, który zbiera właśnie materiał na drugą płytę — nie jestem perkusistą – moją rolą w tym zespole jest uderzanie w różne bębny, w sposób na tyle nieszkodliwy, żeby nie przeszkadzać gitarzystom.
  13. Jestem entuzjastą zdrowego stylu życia i budowania sylwetki — na siłownię i suplementy wydaję ponad 300 PLN miesięcznie — w tym miesiącu spędziłem na siłowni jakieś dwie i pół godziny.
  14. Czasami zajmuję się programowaniem, tworzeniem grafiki, produkcją stron www.
  15. Okazyjnie wykonuję również różne fotografie, których albo nie lubię, albo nie publikuję.
  16. Z zawodu jestem menedżerem. Z zamiłowania inwestorem.
  17. Lubię czytać książki. Co ciekawe, prawie nie umiem czytać, a gdy próbuję, robię to niemiłosiernie wolno.
  18. Lubię dobry rap oraz inne utwory muzyczne.
  19. Szczerze, dogłębnie i dozgonnie nienawidzę siebie. I z pełną premedytacją gardzę sobą pomimo tego, że jestem lepszy od większości was w większości tematów.
  20. Pewnego dnia będę się wypierał wszystkiego co tu napisano.

nie zmieniaj kurwa tematu..

Thursday, March 18th, 2010

..miałem sen na temat pewnej nowej technologii, która umożliwiałaby transfer pewnej ilości danych zmysłowych – do użytkownika – dla tej wersji łatwiej stworzyć skuteczny model biznesowy.. technologia pozwalałaby na transfer odczuwania przestrzeni, wrażeń wzrokowych, słuchowych.. pewnego rodzaju zdalną obecność..

..z jednej strony daje to nowe możliwości tworzenia sztuki i “rozrywki” “pod taką technologię” z drugiej pozwoliłaby na uniknięcie w przyszłości takich dialogów:

..nie ma Pani wrażenia, że w kolejnych Pani pracach coraz trudniej jest ukryć źródło inspiracji ..że Pani przeciążone sumienie podświadomie dąży do przyznania się, robi Pani wszystko by w końcu dać się złapać.. (?)

– czuć od pana alkoholem

..Pani też pracą nie śmierdzi..

pro-life

Friday, March 5th, 2010

somewhere in between..

..znów był wieczór i znów najebany człowiek-depresja zaczepiał mnie na schodach..

..czy ja nie umiem chodzić, czołgać się, siedzieć lub leżeć na schodach tak, żeby mnie nie zaczepiać? – meh – off-topic..

..znów mówił o rzeczach, które chciałby zrobić, gdyby miał czas.. o tych wszystkich rzeczach, które ciągną cię tak pro-life.. sprawiają, że miło jest wstawać rano i dobrze się czujesz gdy zasypiasz..

..człowiek, któremu 8 godzin każdej doby zabiera zupełnie zbędne trzeźwienie nie będzie miał nigdy czasu na rzeczy, które sprawią, że będzie bardziej pro-life.. głównie dlatego, że wystarczy z tego trzeźwienia zrezygnować i całe pieprzone pro-life nie będzie już potrzebne..

..ja z resztą – w tych tematach – byłem zawsze jednak bardziej pro-choice..

..jesteś jedną nogą na dobrej drodze.. tylko którą?

ewolucja słowa..

Monday, March 1st, 2010

..gdyby prześledzić ilość słów, które powstają gdzieś w zakamarkach mojej głowy przez ostatnie kilkanaście lat prawdopodobnie średnia ich ilość powstająca rocznie z – małymi odchyleniami – byłaby stała..

..zmieniają się proporcje ich przeznaczenia..

..zawsze dużo mówiłem do siebie.. chociaż słuchanie nie miało z tym wiele wspólnego, więc bardziej.. mówiłem do nikogo.. ale słowa musiały jakoś się wydostać.. pod koniec lat dziewięćdziesiątych pojawił się w moim pokoju kabel koncentryczny na stałe łączący mnie z całym światem.. i prawie od razu zaczął pochłaniać tysiące słów.. godziny monologów.. i całe dni względnie spokojnej samotności..

..widzimy się wieczorem na irc’u..

..głowa spokojniała stopniowo i mogła się wreszcie zająć kilkoma poważniejszymi tematami.. ale wtedy narodził się też ten lęk.. że kiedy mówię, nie słyszę już nawet sam siebie, że nie słyszy nikt.. że kiedy jestem off-line w mojej głowie powstaje burza, która nie ma prawa się tam zmieścić..

..przez te kilkanaście już lat zmieniały się proporcje.. czasem więcej słów trafiało do sieci, czasem więcej w analogową pustkę.. dla mnie nie było różnicy..

..inaczej było przez kilka ostatnich miesięcy.. kiedy rosło ciśnienie zmian.. a nawał konsekwencji stawał się niemożliwy do ominięcia.. zabrakło ujścia i miastem zaczęły wstrząsać losowe alko-eksplozje..

..kiedyś powiedziałbym, że był to kolejny gruby weekend.. że czasem nie wiem jak i gdzie.. ale w poniedziałek i tak o 8:15 będzie tu transport do pracy.. do środy da się dojść do siebie jakoś.. w czwartek będzie już rozgrzewka.. a piątkowe popołudnie znów będzie wypełnione energią tej nocy.. że mocniej znów i szybciej przed siebie.. że gonimy to życie, żeby nie uciekło nam.. żeby nie stracić ani chwili.. ale co gonimy? czego nie stracić? ..pamiętam pierwsze 4 gorzkie w poczekalni.. pamiętam pierwsze dwie rundy w zakąskach.. pamiętam rozbiegówki z browarem i teklą.. pamiętam początek afteru i powrót do zakąsek.. później melanż, przejście czy klaps ..i że nie chciałem sterczeć w dymie w planie b.. pamiętam powroty dziennymi autobusami i czytanie książek o giełdzie.. ale nie pamiętam o co mi chodziło wtedy..

..mijają dwa lata, odkąd trafiłem do miasta żurawi, które wciąż się buduje, na szczęście znacznie ciszej.. miejsca, gdzie czasem nie ma miejsca dla słów.. gdzie czasem nie ma czasu.. i gdzie zbyt bardzo ciągle jestem tu..

oto jest..

Monday, February 22nd, 2010

..Zadbam o to wszystko.. obiecuję..

..chociaż brzmi to równie wiarygodnie jak gdybym dwa lata temu wchodząc do pewexu potrząsając garścią drobnych mówił `za chwilę jadę do domu`..

..czasem po prostu gdy próbuję odwrócić wzrok na chwilę o wszystkich rzeczy do zrobienia.. spojrzeć gdzieś gdzie nic nie przypomina, że jest jeszcze coś.. czasem po prostu nie znajduję takiego miejsca i wtedy znów czuję, że może jednak przesadzam z tym renesansem.. że może naprawdę nikt nie dałby z tym wszystkim rady..

..ostatnio przyśnił mi się taki obraz.. spałem tam gdzie zwykle..  w powietrzu nade mną poruszał się kursor.. i gdy przesunął się na mnie pojawiła się podpowiedź `to urządzenie mogłoby działać szybciej`..

..podobno najbardziej męczące jest nie robienie niczego.. a pewne stare chińskie przysłowie mówi `jeśli nie masz na nic czasu – podejmij dodatkową pracę` ..inne stare chińskie przysłowie mówi `jeśli nie wiesz co powiedzieć – powiedz stare chińskie przysłowie`..

it makes no sense, but it’s an old habit..

Friday, January 29th, 2010

you gotta respect that, there’s not much left beside that.

“too much of anything makes you an addict”

Tuesday, December 1st, 2009

Podzieliłem wszystko na dni i tygodnie, rozpisałem, pokreśliłem i dodałem notatki.. myślę o tym non-stop, o każdym kroku, o każdym kawałku.. na razie nic się nie udaje.. z niczym się nie wyrabiam.. ale i tak jest odrobinę lepiej.. troszeczkę.. tak na granicy błędu..

Czekam.. obserwuję i siedzę na rękach.. patrzę, czytam, liczę i myślę.. myślę o tym non-stop ..chociaż nic się nie udaje..

Wczoraj było właściwie rewelacyjnie.. więc dziś może być tylko lepiej..

ask google where is the question mark..

Thursday, October 22nd, 2009

Alcohol used to be is my second skin,
but i guess you outgrow even from your favorite shoes
so now I can’t find shoes that would fit me at all..

Próbuje przypomnieć sobie koniec wieczoru i myślę “Boże, co za dupek”.. Nie czuję tego jak dziczeję.. ale widzę jak zdziczałem.. Wieczne dążenie, by wybrać inną drogę – by przejść krok dalej – przeskoczyć ten zakręt, w który większość z nas się wpędza (i się wpędziłem również).. uciec nim będzie za późno.. wybrać trudniejszą drogę, która prowadzi do celu szybciej..

Wyimaginowany poeta ludowy wrzuca swoje wersy siedząc na zbutwiałym pieńku. “Tak już jest w życiu, że jak chcesz łatwiej to masz dłużej.” Staram się już nie patrzeć w tamtą stronę.. Nikt nie chce go słuchać.. Nikt nie chce mądrości “cioci ACE”.. Coś tylko karze mi wytrzymać, kiedy skacze tętno i drżą palce.. “Rynek jest zmienny, nie należy z nim walczyć”

..Nie walczę z nim ..walczę ze sobą..

..żeby nie zawrócić, nie zboczyć z drogi.. nie dać się wkręcić znów w niższy procent za mniejsze ryzyko, opiekę medyczną i służbowe coś tam..

Jaki jest plan – wszyscy wiedzą.. jaki jest cel – nie wie nikt.. a kiedy w poniedziałek zadzwoni Twój budzik o szóstej rano, wyrywając cię do pracy – ja będę w już w pracy od siedmiu godzin.. i kiedy będziesz narzekać, że Twój tydzień pracy znów dochodzi do czterdziestu ośmiu godzin – pomyśl, że mój zwykle trwa sto dziewiętnaście..

“żegnaj smutny poniedziałku” – mój poniedziałek trwa cały tydzień..

Wszystko po to, by nie zapomnieć jeśli się uda.. bo łatwo podkoloryzować przeszłość ..i “stare” czasy zbyt łatwo stają się “dobre”..

Pamiętasz?

310g this!

Monday, August 31st, 2009

Celebrate the 5th BlogDay on August 31st http://www.blogday.org/

Can you imagine a better oportunity to shut-up?

ostatni wpis

Wednesday, December 21st, 2005

..czyli niepilotowany serial w odcinkach

..odcinek pierwszy — [wkrótce]

..czyli ..’projekt jest w drodze‘.. tylko nie wiem dokąd..

..był kiedyś taki rebus, o którym mówiło się czasem, że nie śpi nigdy bo coś robi zawsze.. i czasem tylko ktoś dzwonił i budził.. nieważne, czy o piętnastej dzwonił.. czy o czwartej w nocy.. dzwonili i budzili.. albo dzwonili.. i nie spał.. i tylko problem jeden był, że nigdy nie wiadomo było co i kiedy.. czy teraz jest tak, że bieganie o piątej rano.. przed dniem.. czy o szóstej rano.. po dniu.. zazwyczaj było tak, że kolo północy to jednak dzień był.. i czas na wszystko..

..Nas powiedział kiedyś, co było mu wypominane – w dobrej wierze.. niemniej jednak wielokrotnie, że ‘sen jest kuzynem śmierci‘.. i tak było długo.. i jakoś zawsze lepiej było nie spać dwa dni i robić coś.. niż robić trochę.. trochę spać i robić dalej.. a wszystko to z lenistwa.. bo lepiej jest położyć się spać i pomyśleć sobie, że zrobione jest wszystko niż myśleć, że trzeba wstać za ileś godzin i robić dalej..

..i z tego lenistwa i z tego systemu, który z niego się zrodził powstało to magiczne ‘wkrótce’, które potrafiło zaczarować na lat kilka wiele projektów, które dziś są już na cmentarzu nienarodzonych..

..zawsze jest co robić.. nawet, jeśli jest to tvn24 przez dużo więcej niż dwadzieścia cztery godziny na raz.. zawsze jest jakiś plan.. nawet, jeśli nie można usiąść spokojnie i posiedzieć w ciszy.. bo ciszy nie ma.. zawsze jest jeszcze tylko półtora miliona pomysłów do zrealizowania przed snem.. i gdyby tylko nie to, że wstaję zawsze trochę innym człowiekiem niż szedłem spać.. co najostrzej widać tak z pół godziny przed zaśnięciem i tak ze dwa dni po przebudzeniu..

..idąc spać zawsze mam jeszcze na coś ochotę.. wstając zazwyczaj nie mam ochoty na nic..

..odcinek drugi — [off-line]

..czyli brak sieci nie powoduje braku myślenia — wbrew pozorom..

..kiedyś pod drzwiami, których nie było.. a przybyłem pod nie tylko po to by na nie splunąć.. i spisali mnie przy wejściu.. a raczej tego, za kogo się podałem.. bo już było po zmroku a strzeżone osiedla są po to, żeby były strzeżone.. może szkoda, że przychodzę tam zawsze, jako kto inny.. a może właśnie wcale nie szkoda..

..kiedyś pod drzwiami.. za którymi słyszałem twój głos.. a przyszedłem tam tylko po to, żebyś je otworzyła.. słuchałem jak mówisz z każdą chwilą coraz bardziej nie-do-mnie..

..kiedyś w tramwaju.. innym razem w sześćset dziesiątym nocniku.. kiedyś na przystanku.. w szkole.. kiedyś wszędzie.. zawsze był ze mną papier.. zeszyt.. telefon.. tekstowe i głosowe wiadomości do przyszłości.. wysłane bez potwierdzenia dostarczenia..

..kiedyś w każdym miejscu.. nawet dwa metry od kompa.. gdy oczy za bardzo bolały, żeby patrzeć w monitor.. był czas na to, żeby złapać coś z tamtych chwil.. żeby nie zapomnieć..

..bo zapomnieć zawsze jest czas ..najwyższy

..odcinek trzeci — [automotive stories]

..czyli kompletny brak manier..

..ostatnio na imprezie ktoś powiedział ‘to jest Rebus — nie mylić z Kanye West’em’ ..i cos w tym jest ;) ..chociaż nigdy nie miałem rekonstrukcji szczeki i nigdy nie wyglądałem jak ‘Tom Cruise w Vanilla Sky’ ..ale na pewno ‘powinni mnie zamknąć za głupie rzeczy, które zrobiłem’ samochodem..

..i nie dotyczy to tylko czasów, ‘samobieżnej sypialni’ i wątków erotyczno-zbiorowych.. ani tylko czasów, gdy na swoje szczęście żaden z pasażerów nie wiedział, że jedyne, co mi się tak naprawdę marzy to śmiertelny wypadek..

..bywało tez tak, że różne samochody, które miałem okazje prowadzić służyły, jako powiedzmy ..pewne narzędzie diagnostyczne.. do badania koncentracji ..a z upływem czasu także – i to w postępie geometrycznym – układu dokrewnego oraz wydolności sercowo-naczyniowej..

..dziś niewiele zostało z tamtych wypadów.. nie ma już jazdy w stylu ‘The Blues Brothers’ ani czystej klasyki w stylu ‘Mistrz kierownicy ucieka’ ..zostało coś na granicy ‘Driving Miss Daisy’ i wcale nie takiego starego filmu ‘Ronin’ ;)

..odcinek czwarty — [before school had a name..]

..czyli czasy dawniejsze niż dawne

..odcinek piaty — [software development w praktyce]

..czyli ‘nie jestem helpdeskiem’.. i inne

..odcinek szósty — [one day it'll all make sense]

..czyli ..jutro też będzie nadzieja na jutro..

..odcinek siódmy- [inspiracje]

..czyli ..skąd pomysł, na to, co stało się pomysłem samym w sobie..

..odcinek ósmy — [wyglądasz jak pół roku umierania ..bejbi]

..czyli trzynasty dzień trzynastego miesiąca..

..nigdy w takiej formie jak dziś nie przyszło mi do głowy, że może być właśnie tak.. jak jest.. pól roku umierania plus/minus odrobina przekłamania ..gdzieś na lewych zbyt bardzo ściętych zakrętach.. gdzieś na końcu niepamięci .. gdzieś gdzie jednak nie ma światła .. i tak jest lepiej.. bo nie można nic już zrobić.. wiec nic robić nie trzeba.. gdzieś miedzy liśćmi w kieszeniach.. gdzieś w garści drobnych.. gdzieś na świece za szafą.. gdzieś tam.. i nigdzie indziej..

..nie złapałem tego stopa.. bo coś wypadło mi z kieszeni, kiedy nadjeżdżał.. nie pamiętam co.. a może właśnie złapałem.. i nie zdarzyłem tego czegoś podnieść.. i dlatego nie pamiętam..

..gdzieś tam czuje jednak, że jest ze mną cholerny problem.. z tym, że jestem.. że muszę być tym tabu, które ogrzeje nudna atmosferę, chociaż trochę.. gdzieś tam jestem jednak i mam się nie dość, że świetnie, to coraz lepiej.. coraz bardziej bezczelny.. coraz bardziej pozbawiony wszystkiego, co kiedyś zajmowało mój czas bez potrzeby..

..tego, czego ty nie wiesz.. nie wie nikt.. to, czego ja nie wiem.. wiedza wszyscy.. tego, co wiem.. nikomu nie trzeba — bo jeszcze nie wiedza.. ale świat się nie skończy dziś ..i dowiedzą się.. i będą pytać.. uśmiechnę się wtedy ..i nie odpowiem..

..odcinek dziewiąty — [dwie strony wolności]

..czyli ‘spacer bez chmur’.. & ‘Warsaw is gone baby’..

..bardzo chciałem, żeby ta sobota była jakoś tak bardziej leniwa niż inne.. wiec szedłem, parzyłem, słuchałem, myślałem i gadałem do siebie jak kiedyś.. start..

..idę po tej stronie wolności, patrzę trochę w górę.. trochę w lewo na nie-tak-znowu-dawno malowane budynki.. trochę pod nogi.. jakoś tak z przyzwyczajenia.. ty idziesz po drugiej stronie — z nimi.. i trochę mi się rzygać chce jak na was patrzę.. wiec przestaje patrzeć i przestaje myśleć, o tym, co byście mi ukradli, gdyby nie to, że ja jestem po tej stronie wolności ..a wy po tamtej.. idę dalej moją stroną wolności i skręcam w lewo.. i później jeszcze raz i znów jestem tam, gdzie robiłem kiedyś parę rożnych rzeczy, których już nie robię ..a pewnie jeszcze kiedyś jednak robił będę.. i patrzę na dzieciaki, i słucham ich.. jak dzielą się pozycjami na boisku.. jak razem będą tworzyć to, co nazywają grą.. razem, ale każdy na swój sposób.. przypisany mu przez innych lub wydarty innym tylko dla siebie..

..i myślę.. ze kiedyś byłem tu i robiłem to co wy.. i tak jak wy ..nie myślałem, ze tak właśnie to wygląda..

..i patrzę na panią, która przyjechała tu pewnie z kraju, który jest wystarczająco daleko, żeby nie móc jednego dnia wstać i wrócić tam pociągiem.. patrzę na nią.. jak patrzy na te dzieciaki.. i może myśli, że jeśli zrozumie tę grę ..to może wytłumaczy ją swojemu dzieciakowi i będzie mu łatwiej żyć w tym dziwnym kraju.. łatwiej niż jej.. patrzy na tego swojego dzieciaka, który pewnie śpi i nie wie jeszcze, że kiedyś mógł się urodzić gdzieś zupełnie indziej.. później patrzy na mnie.. i może myśli.. rebus.. jak ty wyglądasz? ..ogarnij się chłopaku.. a ja myślę.. nnoo co? że co? nooo? ..przecież nie jest źle.. nie? ..i ona wtedy może myśli.. ze rzeczywiście jest nieźle.. a później znikam i ona może wraca do tej gry.. a ja skręcam ..i wtapiam się w bloki.. znikam w nich.. znowu..

..i myślę, ze powinienem to zapisać gdzieś, żeby nie zapomnieć.. jak kiedyś..

..a Ukochana czyta Gałczyńskiego głośno.. i on jest mistrzem świata.. i ona jest najlepsza tez.. a ja czytam cicho o Gajcym, Bojarskim, Kopczyńskim, Menclu, Stroińskim i Trzebińskim.. i obracam w palcach zakładkę od książki.. i zerkam na nią czasem.. bo jest najlepsza.. i wiele książek przeczytaliśmy razem.. patrzę na napis na zakładce.. ale jest niekompletny.. jest pól napisu ‘Summer’ ..a niżej ‘Jazz Days 2001′ ..’Warsaw’ is gone baby..

..odcinek — []

..czyli

..odcinek ostatni — [miłość bywa niemiłosierna z zasady]

..czyli ..wszyscy czekają na odcinek o kobietach..

TBC..