Archive for the ‘chimerycznie’ Category

one step beyond..

Sunday, February 5th, 2012

Dwie dekady poszukiwania ulgi.. może trzy? Gdy brnę zbyt daleko źle obraną drogą ból nie pozwala mi zawrócić. Każdy krok naprzód prowadzi mnie bliżej nadziei, że może jednak za kolejnym zakrętem okaże się, że znajdę jeszcze szansę by wybrnąć.

He knew he wasn’t perfect
But he always did his best to get under the surface
Not a saint, not a serpent
He just wanted everyone to be impressed with him as a person

Atmosphere - ‘Wild Wild Horses’

Gdybym potrafił przestać wybierać za każdym razem mniej uczęszczaną drogę, rezygnować ze złych pomysłów. Porzucać złe nawyki. Dokąd bym dotarł?

Kim jesteś człowieku uwięziony we mnie? Co byś chciał na obiad? Gdzie byś chciał żyć?

Kto ma rację? Ja czy Ty? Być może obaj nie mamy szans. 

Zamiast skupić się na załatwieniu tego co najważniejsze usuwam z pola działania drobiazgi, bzdety, pierdoły. Nie czuję się winny tylko gdy jestem wykończony, więc jestem wykończony by nie czuć się winny. W głowie i planach zostają wtedy tylko najważniejsze zadania, pomysły, plany; W głowie, oczach i mięśniach dudni zmęczenie; jest koniec; jest nieczynne; dobranoc.

Codziennie proces wygrywa z rezultatem. Nowy cel, nowy pomysł, nowa ucieczka. Nowe krótsze zdania.

Mózg odpada od wiatru, zwalniam. Zmieniam temat. Uciekam.

Rozdzielam się na dwie części i pozostaję z tą z tyłu. Obserwuję tę drugą część co dzień. W niedokończonych zdaniach, zatrzymanych returnach, w grzechu zaniedbania.

Nie ma ulgi. Nowy plus nie przykryje dawnych minusów. Jest droga, która ma wreszcie nie być pentlą.

Zacznijmy więc. Być może uda się nam obu, być może tylko Tobie. Wstań, wyjdź; przedstaw się Państwu..

resztki dobrego smaku..

Thursday, August 18th, 2011

Jeżeli pozostało jeszcze coś co taki człowiek jak ja może powiedzieć dobrego o sobie, to na pewno, że widząc ładną dziewczynę na rowerze, odwracam się za nią, żeby zobaczyć jaki to rower ..a widząc ładną dziewczynę z książką najpierw patrzę na książkę, a na cycki tylko, gdy książka jest tego warta..

przetrwanie..

Tuesday, June 14th, 2011

Staram się utrzymać siebie w kręgu kultury.. ta walka o przetrwanie ma coraz mniejsze szanse na powodzenie.. staram się być chociaż krok przed twoją kanapą z piwem, której ci zazdroszczę.. staram się pomyśleć.. staram się sięgnąć po kawałki leżące gdzieś bliżej mnie .. gdzieś bliżej tego gdzie naprawdę jestem.. staram się.. jeśli mi się nie uda wszyscy będziemy musieli mi to wybaczyć – mi będzie najtrudniej..

Bezruch..

Wednesday, June 8th, 2011

Ten bezruch jest jak sen, jest prawie jak śmierć. Ten bezruch jest jak powolne konanie na brzegu bezludnej wyspy. Na ciepłym piasku.

Ten bezruch jest idealnie trwały. Wieczny jak dożywocie.

Przeszywa mnie tysiąc obrazów, każdy taki sam. Przeszywa mnie miecz zemsty i żalu. Miecz kary. Tysiąc cięć przeszywa mnie od lewego ramienia w stronę resztek wątroby. Tysiąc cięć. Nie czuję żadnego z nich. Próbuję je poczuć z całych sił, spowalniam i przyspieszam kolejne. I nic.

Próbuję poczuć ból wyrzutów martwych dni zamiast bólu, który miażdży resztę ciała. Prawdziwego bólu który uwięził mnie w tym bezruchu – rozsypanego jak szczątki miażdżone imadłem. Złączone tym bólem i niczym więcej.

..wielkimi krokami zbliża się powrót legendy?

Sunday, March 27th, 2011

(..) kingdom that has once been destroyed can never come again
into being; nor can the dead ever be brought back to life.

Sun Tzu – “The Art of War” (-514).

‘Nie jestem kobieciarzem’

Tuesday, March 8th, 2011

..od czterdziestu minut jeżdzę po mokotowie i szukam kwiaciarni
- kochanie, jest przy metrze
..przy metrze?
- regularnie ją obsikiwałeś
..ok, już wiem gdzie

nareszcie

Thursday, December 2nd, 2010

..szybki wgląd w statystyki googla przynosi mi spokój ..nareszcie wracamy do formy, która była nam przypisana jako najbardziej odpowiednia.. nareszcie..

..wracamy.. MY! ..ja ..i wy – czytelnicy, którzy jesteście niepotrzebni.. TAK! NIEPOTRZEBNI! ..gdzieś w pętli innych zdarzeń message:of:the:day powstało jako miejsce gdzieś pomiędzy mówieniem do siebie a piciem do lustra.. nareszcie mogę od was odpocząć ..i zacząć spokojnie pisać.. dziękuję..

..szczerze dziękuję..

srsly

Tuesday, June 29th, 2010

..kiedyś w Internecie było mniej polskich stron i ludzie częściej tu zaglądali.. częściej trzeba było ich stąd wypraszać.. chociaż mam nadzieję, że to nie tylko kwestia polskich stron.. mam nadzieję, że mniej ludzi tu zagląda, bo przynajmniej część z nich już nie żyje..

I suck at 15K

Saturday, June 26th, 2010

Początek był prosty jak zwykle – byłem zbyt zmęczony, by spokojnie zasnąć.. oglądałem coś na BBC i trafiłem reklamę Territorial Army.. dokładnie na program treningowy przygotowujący do rekrutacji – było to w czasach IV RP, gdy za mniejsze rzeczy dostawało się zarzuty o szpiegostwo.. pomyślałem jednak, że skoro nie zmieniłem kanału podczas reklamy to i tak już mnie mają.. jeśli się nie boisz to program jest tu ..szykuj się na czapę zdrajco! Warto też przeczytać też ogólne info..

Program jest umiarkowanie intensywny, jeśli potrafisz poruszyć dwoma częściami ciała jednocześnie i nie dostać zadyszki.. to żaden wstyd.. dieta kawowo-nadgodzinowa sprawia, że ja dostaję.. no dobra, to jest wstyd..

Od tej pory, gdy nie mogłem spać, biegałem w nocy po Parku Szczęśliwickim..

Po kilku tygodniach pobiegłem 40minut (bez przerwy) i przebiegłem 10 kilometrów.. i czułem, że jest zajebiście.. że nareszcie znalazłem zajęcie, które sprawia mi radochę i nie wiąże się z żaden sposób z zarabianiem kasy.. pomyślałem wtedy, że mógłbym się dogadać z ziomem, który produkował napoje energetyczne na sponsoring i pojechać na Jamajkę, żeby wystartować w IronMan’ie.. zrobić wreszcie coś, co chciałem zrobić zawsze.. tyle było robienia czegoś nie myśląc o tym, jak przekuć to w biznes..

Jakiś czas wszystkie ważne dla mnie rzeczy układały się dwutorowo.. jedne świetnie.. inne fatalnie.. skończyło się tak, że wróciłem na yellonky i próbowałem jakoś dopasować te dwa tory do siebie.. chociaż wszystko co robiłem zmierzało w odwrotnym kierunku..

Gdzieś tam zawsze siedziała we mnie myśl, żeby wystartować w IronMan’ie lub chociaż pobiec w maratonie.. jeśli maraton to na pewno pierwszy w Warszawie.. ostatni rok nie sprzyjał jednak przygotowaniom.. po przerwaniu akcji #iwillrunamarathon i przejściu na forex nie było czasu na nic.. w tym nie było lepiej.. jednak jeśli nie teraz to kiedy? ..więc właśnie.. teraz..

Do maratonu zostało niecałe 100 dni.. najwyższy czas ruszyć z przygotowaniami.. kondycja i stawy są w takiej formie, że pewnie nie będzie już lepiej.. ale `nic-to`..

Plan był prosty: 20 minut biegu, 2 minuty marszu.. oszczędzanie kolan przede wszystkim.. odnowiona kontuzja w zeszłym roku zamknęła temat dwa miesiące przed startem..

A teraz jak było..

Wieczór przed startem po pierwszym meczu i czterech browarach powiedziałem, że nie mogę się dziś skatować, bo jutro bieg ..i muszę się tam dostać samochodem.. jednak trochę się skatowałem.. w sobotni poranek ze strasznym kacem postanowiłem, że jednak się nie wycofam ..z pomocą Ukochanej dotarłem na start i zapisałem się..

Podczas rozgrzewki traciłem oddech i myślałem, że głupio by było jeszcze przed startem się wyjebać.. próbowałem wolniej.. pomyślałem, że `nie dam się wkręcić w chorą manię rywalizacji` :D i w zasadzie to zdanie było wystarczającym osiągnięciem jak na ten dzień.. ale to jeszcze nie był koniec..

Spokojny spacer na miejsce startu.. rozciąganie.. rozgrzewka.. i wreszcie ruszamy.. tempo na początek ok.. kręci mi się w głowie, ale myślę, że dam radę.. wtedy nagle peleton przekroczył linię startu i zaczął biec.. oszfak!

Cały czas powtarzałem sobie, żeby się nie dać wkręcić.. żeby pamiętać o planie.. biegłem 20 minut.. i zacząłem iść.. w dwie minuty wyprzedziła mnie połowa ludzi, których minąłem od startu.. biegłem dalej.. po 10 kolejnych minutach wróciłem do marszu.. później biegłem w rytmie 2 minuty biegu.. 1 odzyskiwania przytomności w marszu.. itd.

Najpierw wyprzedzili mnie wszyscy.. później wyprzedził mnie jeszcze gość, który wyglądał jakby przeżył sześć zawałów.. później gość, który wyglądał jakby właśnie miał zawał.. gdy mijał mnie drugi raz na jego ramionach wisiał ratownik i prowadził reanimację.. spojrzałem zazdrosnym okiem na kroplówkę ale ratownik ze strzykawką w zębach syknął do nie nie możemy się wkuć, bo opary twojej krwi mogą wywołać zapłon.. biegłem dalej.. mój odwodniony, pozbawiony cukru i przećpany hiperwentylacją mózg zaczął odpływać..

Maszerowałem spoglądając za siebie i starając się utrzymać dystans przed goniącym mnie peletonem (bieg był na pięciokilometrowej pętli, którą pokonywaliśmy trzy razy).. kiedy znów wszyscy mnie wyprzedzili trochę odetchnąłem i mogłem zwolnić.. wtedy wyprzedziło mnie dwóch złomiarzy, którzy nieśli kiosk.. chwilę po nich doszło mnie dwóch żołnierzy, którzy pchali czołg.. walczyłem z nimi chwilę ale opadłem z sił gdy usłyszałem dialog..

.. byłoby chyba szybciej gdyby gąsienice się obracały
- to chyba bez znaczenia – i tak go pchamy bokiem

..na drugiej pętli zdyskwalifikowano drugiego zawałowca za brak pulsu na pomiarze międzyczasu – protestował ..tymczasem ja zastanawiałem się co mógłbym zrobić, żeby nie być ostatni.. pierwsza moja myśl była świetna – chociaż nierealna – bo wymagała, żebym kogoś dogonił.. oczywiście nie po to, żeby utrzymać przewagę tylko ukraść mu numer startowy i przypiąć go ukradkiem jakiemuś spacerowiczowi, który szedłby w przeciwną stronę – istniałaby więc szansa, że jeśli dziś nie zawróci to może dotrze na metę po mnie.. jednak jedyny spacerowicz jakiego spotkałem dokarmiał mrówki.. tak MRÓWKI.. tak.. tak.. TAK! DOKARMIAŁ! ..wyglądał zbyt normalnie jak na biegacza.. był mało wiarygodny..

Opadałem z sił.. wyprzedzały mnie pachołki oznaczające zakręty.. wolontariusze wskazujący drogę ..i PRZYSIĘGAM! DRZEWA! ..nawet te powalone.. robiło się ciemno.. biegłem coraz wolniej .. ziemia pode mną zaczynała się cofać.. liście żółkły i opadały w zawrotnym tempie.. w miejscu gdzie była meta kończyła się budowa nowego osiedla.. zostało już tylko jedno okrążenie.. przyspieszyłem..

Za pierwszym zakrętem zobaczyłem konających biegaczy błagających o szybszą i mniej bolesną śmierć.. czołgali się jednak szybciej ode mnie.. nawet ci wielokrotnie postrzeleni z pistoletu startowego.. w ciemnościach błyskały kolejne wystrzały i cichły pojękiwania..

Gdy zaczęło świtać zastanawiałem się, czy nie przegapiłem Wigilii.. biegłem w głębokim śniegu.. ludzie wskazujący drogę błagali żebym zrezygnował, bo grozi im śmierć głodowa.. nie myci od miesięcy.. w poszarpanych ubraniach rzucali we mnie kamieniami i resztkami obgryzionych patyków, ale obiecałem sobie, że się nie poddam.. kac powoli mijał..

Nie byłem pewien, który jest rok.. miesiąc, czy dzień.. przydeptując brodę dobiegłem..

Siódmego sierpnia jest bieg na dwadzieścia kilometrów.. do zobaczenia w dwa tysiące dwunastym..

re.wind

Sunday, April 25th, 2010

Zdałem sobie sprawę, że dzięki temu, iż skutecznie nie znajduję czasu na przeniesienie tutaj archiwum motd, cała treść, która szczęśliwie tu dotarła jest wyrwana z kontekstu. Brawo! Postanowiłem jednak nadrobić straty przybliżając nieco czytelnikom postać autora. Jest sens? No jest?

`Meh`. Należy uczciwie przyznać się do kilku rzeczy. Cholera!

Wybaczcie kacowo-losową kolejność. Jest wiele dziedzin życia, które zadręczane są moją obecnością, od czego więc zacząć?

  1. Nazywam się Rebus, mam na imię Adam.
  2. Urodziłem się na tyle dawno, że w kontekście braku jakichkolwiek spektakularnych osiągnięć, najwyższy czas przestać o tym mówić.
  3. Nie jestem pisarzem — uważam, że uczciwie zostać pisarzem można tylko wtedy, gdy zrobiło się absolutnie wszystko, by do tego nie dopuścić (patrz lista poniżej). Ja mam jeszcze kilka pomysłów. Prowadzenie message:of:the:day traktuję jak wymioty — pozbywam się w ten sposób nieprzyswajalnych treści.
  4. Od czasu gdy zacząłem prowadzić tę stronę postarzałem się o dziesięć lat i nauczyłem pisowni wielu wyrazów – niestety nie wszystkich. Od pewnego czasu używam również polskich znaków diakrytycznych, jednak nie zawsze. Interpunkcja nie istnieje – to mit.
  5. Moja współpraca z DoPieca.pl zaowocowała tym, że zacząłem czytać książkę o częściach mowy. Niestety — nie przeczytałem jeszcze całej. Nawet gdy to się stanie jestem przekonany, że nie będę w stanie przyswoić całej zawartej w niej wiedzy. Tej przyswojonej raczej nie będę umiał zastosować.
  6. Jestem samotnikiem i samotność najbardziej uświadamia mi jak trudne są związki – szczególnie te ze mną.
  7. Dwa lata temu szczęśliwie się zakochałem.
  8. Charytatywnie naprawiam wszystkie komputery jakie napotkam.  Potrafię naprawić praktycznie wszystko. Co więcej, często odczuwam trudną do odparcia potrzebę naprawiania rzeczy, które tego wymagają. Proszę, nie nadużywaj tego.
  9. Lubię komputery, nie potrafię żyć bez Internetu.
  10. Jestem rowerzystą — entuzjastą kolarstwa górskiego — mieszkam na Mazowszu ..miejscu tak płaskim, że jeden umiejętnie oddany strzał mógłby zabić dziesiątki osób.
  11. Jestem biegaczem, maratończykiem – nigdy nie startowałem w żadnym biegu.. ale mogę polecić dobrą książkę o bieganiu – napisał ją Bob Glover i nosi tytuł Podręcznik biegacza.. ostatni raz wyszedłem pobiegać 22 lutego 2010 o 21:30.. było zimno, ważyłem wtedy 83kg.
  12. Wspomnianą płytę Jacek dostarczył jako przykład grania podobnego do tego, które prezentuje mój zespół — DerGabinet, który zbiera właśnie materiał na drugą płytę — nie jestem perkusistą – moją rolą w tym zespole jest uderzanie w różne bębny, w sposób na tyle nieszkodliwy, żeby nie przeszkadzać gitarzystom.
  13. Jestem entuzjastą zdrowego stylu życia i budowania sylwetki — na siłownię i suplementy wydaję ponad 300 PLN miesięcznie — w tym miesiącu spędziłem na siłowni jakieś dwie i pół godziny.
  14. Czasami zajmuję się programowaniem, tworzeniem grafiki, produkcją stron www.
  15. Okazyjnie wykonuję również różne fotografie, których albo nie lubię, albo nie publikuję.
  16. Z zawodu jestem menedżerem. Z zamiłowania inwestorem.
  17. Lubię czytać książki. Co ciekawe, prawie nie umiem czytać, a gdy próbuję, robię to niemiłosiernie wolno.
  18. Lubię dobry rap oraz inne utwory muzyczne.
  19. Szczerze, dogłębnie i dozgonnie nienawidzę siebie. I z pełną premedytacją gardzę sobą pomimo tego, że jestem lepszy od większości was w większości tematów.
  20. Pewnego dnia będę się wypierał wszystkiego co tu napisano.