C02|>.0.817C|-|
Wiele razy obiecywałem sobie, że więcej się nie spotkamy. Nie chciałem, żebyś wychodziła zła. Nie chciałem, żebyś myślała, że wolno ci do mnie przyjść. Nie chciałem pamiętać, ani tego że się znamy ani tego, że jestem gdzieś na twojej liście krzywd. Wiele razy starałem się wyobrazić sobie, że uda mi się napisać, coś co sprawi, że zrozumiesz. Kiedy będziesz czytać ..dotykając brodą kolan ..trzymając stopy na swoim krześle ..ściskając lewą dłonią palce stóp. Wyobrażałem sobie, że to możliwe i że tak właśnie będzie wyglądać.
“I never mention your name I promise respect”
Teraz kiedy myślisz, że to ty.. ktoś inny myśli tak samo..
Wiele razy obiecywałem sobie, że nigdy tam nie wrócę. Obiecywałem sobie, że myśl o tym powrocie będzie dodawać sił w ucieczce. Odstraszać od powrotu. Wiele razy myślałem, że nie potrzebuję nikogo. Sam mogę ogarnąć drogę, która wyprowadzi mnie stąd. Wiele razy myślałem, że każda zmiana przynosi więcej dobrego niż złego, że zmiany są potrzebne bardziej niż wszystko inne.
Wczesnym rankiem patrzyłem na niemrawo poruszający się wykres z którego nie rozumiałem już nic. Patrzyłem na odbicie swoich oczu powtarzając sobie, że nigdy się nie poddam. Nigdy. Nigdy. Patrzyłem na poszarpaną drogę która przyprowadziła mnie na to twarde krzesło wczesnym porankiem. I czułem, że czas wracać.
Ale wracać tak, jak wraca się w rodzinne strony nabrać sił. Jak wraca się z morza na ląd, by zatęsknić za bujaniem na falach. Zawsze chciałem być tylko zajebiście dobry w czymś.
“Rival crews get cha black suits up”
“There’ll be no shelter here!
The frontline is everywhere”