Bezruch..

Ten bezruch jest jak sen, jest prawie jak śmierć. Ten bezruch jest jak powolne konanie na brzegu bezludnej wyspy. Na ciepłym piasku.

Ten bezruch jest idealnie trwały. Wieczny jak dożywocie.

Przeszywa mnie tysiąc obrazów, każdy taki sam. Przeszywa mnie miecz zemsty i żalu. Miecz kary. Tysiąc cięć przeszywa mnie od lewego ramienia w stronę resztek wątroby. Tysiąc cięć. Nie czuję żadnego z nich. Próbuję je poczuć z całych sił, spowalniam i przyspieszam kolejne. I nic.

Próbuję poczuć ból wyrzutów martwych dni zamiast bólu, który miażdży resztę ciała. Prawdziwego bólu który uwięził mnie w tym bezruchu – rozsypanego jak szczątki miażdżone imadłem. Złączone tym bólem i niczym więcej.

Leave a Reply

Please leave these two fields as-is:

Protected by Invisible Defender. Showed 403 to 475 bad guys.