Z okazji spotkania z Beautiful and Damned  i pojawienia się Fitzgeralda w nowym filmie Allena przypomniała mi się lista jaką stworzył Gatsby zanim był Wielki..

“(…) z kieszeni wyciągnął poszarpany egzemplarz książki pod tytułem „Hopalong Cassidy”.

- Niech pan patrzy, to książka, którą miał, kiedy był chłopcem. To czegoś dowodzi.
Otworzył ją na ostatniej stronie i obracając pokazał mi. Na nie zadrukowanej kartce
wykaligrafowane były słowa:

„Rozkład godzin” i data „12 września 1906”. A pod spodem:

Wstawanie . . . . . . . . godz. 6.00
Ćwiczenia z ciężarkami i na drabinkach . . . . . 6.15 – 6.30
Studiowanie elektrotechniki itd. . . . . . . 7.15 – 8.15
Praca . . . . . . . . . . 8.30 – 4.30
Baseball i sporty . . . . . . . . 4.30 – 5.00
Ćwiczenie dykcji, dobrej postawy i sposobów osiągania tego . . 5.00 – 6.00
Praca nad potrzebnymi wynalazkami . . . . . 7.00 – 8.00

OGÓLNE POSTANOWIENIA
Nie marnować czasu u Shafterów albo (nazwisko nieczytelne)
Przestać palić i żuć gumę
Kąpać się co drugi dzień
Przeczytać jedną pożyteczną książkę albo pismo na tydzień
Oszczędzać 5 (przekreślone) 3 dolary tygodniowo
Być lepszym dla rodziców”

resztki dobrego smaku..

Jeżeli pozostało jeszcze coś co taki człowiek jak ja może powiedzieć dobrego o sobie, to na pewno, że widząc ładną dziewczynę na rowerze, odwracam się za nią, żeby zobaczyć jaki to rower ..a widząc ładną dziewczynę z książką najpierw patrzę na książkę, a na cycki tylko, gdy książka jest tego warta..

C02|>.0.817C|-|

Wiele razy obiecywałem sobie, że więcej się nie spotkamy. Nie chciałem, żebyś wychodziła zła. Nie chciałem, żebyś myślała, że wolno ci do mnie przyjść. Nie chciałem pamiętać, ani tego że się znamy ani tego, że jestem gdzieś na twojej liście krzywd. Wiele razy starałem się wyobrazić sobie, że uda mi się napisać, coś co sprawi, że zrozumiesz. Kiedy będziesz czytać ..dotykając brodą kolan ..trzymając stopy na swoim krześle ..ściskając lewą dłonią palce stóp. Wyobrażałem sobie, że to możliwe i że tak właśnie będzie wyglądać.

“I never mention your name I promise respect”

Teraz kiedy myślisz, że to ty.. ktoś inny myśli tak samo..

Wiele razy obiecywałem sobie, że nigdy tam nie wrócę. Obiecywałem sobie, że myśl o tym powrocie będzie dodawać sił w ucieczce. Odstraszać od powrotu. Wiele razy myślałem, że nie potrzebuję nikogo. Sam mogę ogarnąć drogę, która wyprowadzi mnie stąd. Wiele razy myślałem, że każda zmiana przynosi więcej dobrego niż złego, że zmiany są potrzebne bardziej niż wszystko inne.

Wczesnym rankiem patrzyłem na niemrawo poruszający się wykres z którego nie rozumiałem już nic. Patrzyłem na odbicie swoich oczu powtarzając sobie, że nigdy się nie poddam. Nigdy. Nigdy. Patrzyłem na poszarpaną drogę która przyprowadziła mnie na to twarde krzesło wczesnym porankiem. I czułem, że czas wracać.

Ale wracać tak, jak wraca się w rodzinne strony nabrać sił. Jak wraca się z morza na ląd, by zatęsknić za bujaniem na falach. Zawsze chciałem być tylko zajebiście dobry w czymś.

“Rival crews get cha black suits up”

“There’ll be no shelter here!
The frontline is everywhere”

przetrwanie..

Staram się utrzymać siebie w kręgu kultury.. ta walka o przetrwanie ma coraz mniejsze szanse na powodzenie.. staram się być chociaż krok przed twoją kanapą z piwem, której ci zazdroszczę.. staram się pomyśleć.. staram się sięgnąć po kawałki leżące gdzieś bliżej mnie .. gdzieś bliżej tego gdzie naprawdę jestem.. staram się.. jeśli mi się nie uda wszyscy będziemy musieli mi to wybaczyć – mi będzie najtrudniej..

kiedy przyjdzie będziesz musiał za nią pójść

- i kiedy przyjdzie będziesz musiał za nią pójść
..tylko tyle?
- kiedykolwiek przyjdzie – będziesz musiał za nią pójść
..nie ma problemu
- kiedykolwiek
..a w zamian za to?
- wszystko czego chcesz
..wszystko?
- wszystko

Nie sztuką jest zawsze przychodzić  nie w porę. Nie sztuką jest nie przyjść wcale. Sztuką jest przyjść wtedy gdy wszyscy modlą się, że właśnie to się nie stanie. Piję kawę, bo picie kawy o tej porze nigdy niczego dobrego nie przynosi ale czasem przynosi nieco mniej złego niż jedenasty browar. Jest środek nocy, jest koniec, jest początek. Jest dziś.

Polubiłem krótkie zdania. Chyba nawet nie tak dawno. Chociaż nie potrafię sobie przypomnieć kiedy to było. Był taki okres w moim życiu, nie pamiętam dokładnie kiedy się zaczął – pamiętam, że skończył się jesienią 2008 roku. To był okres kiedy jeszcze mogłem polubić takie rzeczy. Był. Za krótki.

Jest off-line i próbuję to zapamiętać i wiem, że nic z tego nie będzie. Staram się wbić sobie w łeb to zdanie.. ‘kiedy przyjdzie będziesz musiał za nią pójść’ ..nie będzie z tego nic więcej.

Nic. Jest nieczynne, nie piję kawy, w życiu nie wypiłem jedenastego piwa, nawet jedenaste piwo w życiu musiałem wylać, bo inaczej..

Jestem w środku, jest zamknięte. Nie chcę wyjść.

Był taki projekt kiedyś  – ten projekt jest już prawie gotowy – błąd -  jest skończony. Brawo!? O tak. Jest skończony – bo go nie będzie. Miałem taki katalog z plikami wrzuconymi luzem, gdzie przez lata pomysły obrastały kurzem. Wszystko co miało wyglądać na kompletne i skończone właśnie takim teraz jest. Nie będzie dalszego ciągu.

Było też kilkanaście skończonych projektów, gotowych, wrzuconych, sprzedanych. Było mnóstwo wypracowanych patentów. Dziś wszystko trzeba zrobić od nowa.

Ile to jest dziesięć lat? Odkładania, odsuwania, niekończenia. Kłamstw, że kiedyś wszystko da się doprowadzić do końca, dopisać, poprzeklejać z różnych miejsc. Wziąć do ręki znów stare szkice. Spiąć w całość. Na szczęście ‘prawda was wyzwoli’ a prawdą jest, że nie ma już czego sklejać  – nic nie zostało. Dziesięć? W zasadzie czternaście, może więcej, może mniej.

Milion razy chciałem się tego pozbyć. Wyzwolić od tysięcy niedokończonych zadań, rysunków i zdań. Milion razy chciałem przeciąć ostatnią z lin. Dryfować do byle-dalej-stąd. Uciec.

Można? Można! Tylko co dalej?

Nie mów mi, że u Ciebie kiedyś też tak było – bo na pewno nie było tak.

Bezruch..

Ten bezruch jest jak sen, jest prawie jak śmierć. Ten bezruch jest jak powolne konanie na brzegu bezludnej wyspy. Na ciepłym piasku.

Ten bezruch jest idealnie trwały. Wieczny jak dożywocie.

Przeszywa mnie tysiąc obrazów, każdy taki sam. Przeszywa mnie miecz zemsty i żalu. Miecz kary. Tysiąc cięć przeszywa mnie od lewego ramienia w stronę resztek wątroby. Tysiąc cięć. Nie czuję żadnego z nich. Próbuję je poczuć z całych sił, spowalniam i przyspieszam kolejne. I nic.

Próbuję poczuć ból wyrzutów martwych dni zamiast bólu, który miażdży resztę ciała. Prawdziwego bólu który uwięził mnie w tym bezruchu – rozsypanego jak szczątki miażdżone imadłem. Złączone tym bólem i niczym więcej.

..wielkimi krokami zbliża się powrót legendy?

(..) kingdom that has once been destroyed can never come again
into being; nor can the dead ever be brought back to life.

Sun Tzu – “The Art of War” (-514).

‘postaci z sieci powinny siedzieć w sieci’ (*)

Every writer has a message which can be gotten said arround any subject. Ask me to write about democracy, apples, garbage men or teeth and I’ll give you the Dice Man.

Rhinehart, Luke “The Dice Man” (Harper, London 1999)

..zapytaj mnie o pogodę, opowiem Ci o kobiecie.. o krzywdach które ludzie wyrządzają sobie nawzajem.. o tym jak byłem wściekły na ciebie, że odeszłaś.. na ciebie, że nie zniknęłaś.. na ciebie, że nie umarłaś zanim się spotkaliśmy .. i czasem trochę na Ciebie, że jesteś najwspanialsza i zostaniesz ze mną na zawsze..

..opowiem Ci jak próbowałem przebić się przez ciszę zanim wstałaś dając mi do zrozumienia, że wiesz, że nie powinnaś dłużej zostawać.. że świetnie rozumiesz – twój pantofelek spłynął w kiblu przed północą.. wstałaś.. dając mi kolejną surową lekcję komunikacji.. tłumacząc, że jeśli chcę, żeby ktoś mnie zrozumiał – muszę używać słów.. gestów.. czegokolwiek.. komunikować coś – zamiast próbować poskładać zdanie, które będzie dla mnie dość dobre.. zdanie, w którym nie znajdę cienia wątpliwości co chcę powiedzieć.. zanim paranoja obróci to zdanie we wszechświat pomyłek, wstaniesz i odwrócisz się to mnie dupą ..wtedy ja stracę wątek..

..i tej chwili będę znów żałował, że nie potrafię po prostu żyć tak, by nie musieć wciąż przepraszać.. że nie potrafię powiedzieć czegoś co miałoby sens.. było na miejscu i nie sprawiłoby, że wstaniesz i wyjdziesz..

..pamiętam jak siedzieliśmy na ławce gdzieś na osiedlu – ty udawałaś, że nie widzisz, że ja udaję, że nigdy tu nie byłem.. z nikim.. pamiętam jak spojrzałaś na mnie i powiedziałaś coś co nie miało całkiem sensu ..pamiętam, że próbowałem nic nie mówić, bo nie o to chodziło zupełnie.. próbowałem.. ale zacząłem bełkotać prostując świat i krzywiąc go na nowo..

..patrzyłaś wtedy na swoje buty.. piękne ..wybrane na wyjątkową okazję.. na zupełnie inne miejsce, w które oszukiwałaś się że cię zabiorę.. zamiast tego patrzyłaś na ubłocone buty i zastanawiałaś się jak trafiłaś w środku nocy bez stanika na ławkę pod małym szarym blokiem.. `Jesteś sadystą` ..co?

`Jesteś sadystą… Tobie nie chodzi nawet o to, żeby ruchać te wszystkie laski, które ruchasz na okrągło. One mają o tobie myśleć – nigdy nie przestawać o tobie myśleć. Gwałcisz im mózgi i odbierasz życie. Jeśli tylko na chwilę gdzieś uciekną – pojawiasz się znowu. Nie pozwolisz żadnej z nich odejść. Najlepiej potrafisz właśnie to. W złym momencie wysłać kilka jadowicie pięknych słów – na chwilę wyrwać z rzeczywistości i pokazać wnętrze innego świata. Nie potrzebujesz obciągania – potrzebujesz uwagi.`

..to nieprawda – bardzo potrzebuję obciągania..

..pamiętam wiele znajomości z sieci.. na pewno pamiętam wszystkie dobre.. nie pamiętam wszystkich imion.. twarzy i cycków.. pamiętam przedziwne chwile spotkań, gdy trzeba było w tłumie złapać spojrzenie i przyznać się do swojej ukrytej tożsamości.. pamiętam okruchy prawdy.. strumienie szczerości, które wspominane dziś wywołują jeszcze ciary.. pamiętam strumienie łez.. emocje tak namacalne, prawdziwe i pełne, że nie potrafię przestać do nich wracać.. emocje były gdzieś bliżej nas i bardziej żyliśmy nimi.. żyliśmy bliżej prawdy – nie wiem tylko dlaczego myślałem, że zawsze już tak będzie.. nie miałem jeszcze bloga, był IRC, nie było czatów na wp.. mieliśmy ICQ.. a numery GG miały cztery czy pięć cyfr.. pamiętam to.. szfak, pamiętam, jak nie można było skasować katalogu, który nie był pusty..

..pamiętam czas, gdy każdy początkujący dziennikarz musiał napisać za karę coś o blogach, to był na to hype ..i każdy dziennikarz ze stażem musiał napisać coś o blogach, żeby nie było, że nie śledzi trendów – śledzi – i ocenia ze słusznej perspektywy.. “usłyszałem pół zdania po pijaku na wernisażu, a termin minie szybciej niż kac – dzień jak co dzień”  pamiętam z dwieście artykułów zaczynających się od ‘Blog to skrót od weblog‘ ..Pamiętam jak znów czułem się niezrozumiany, blog był na początku dwudziestego pierwszego wieku nowym rapem.. wszyscy o tym mówią.. wszyscy o tym piszą – nikt tego nie kuma.. ciepłym sikiem zlewasz temat, który dotyka ludzi tak głęboko jak nic wcześniej.. otwiera im oczy na prawdę o sobie i innych.. im mniej znanych tym lepiej..

Pan ekspert w gazecie mówi mi o ekshibicjonizmie.. o świecie Big Brothera – że jest moją inspiracją ..Twoja stara jest moją inspiracją MENDO.. zamiast tłumaczyć podobnym do siebie debilom co dzieje się na świecie trzeba było im powiedzieć, że zasiedzieli się przed telewizorem od początku drugiego sezonu `Mody na sukces` i ich szansa na zrozumienie przepadła bezpowrotnie.. nie próbujcie nas zrozumieć.. nie potrzebujemy was.. potrzebujemy `wczoraj-aj-aj-aj-aj`

EPILOG

..mieliśmy życie, pisaliśmy o nim.. i znaliśmy ludzi dlatego, że byli tacy jacy byli naprawdę.. dlatego bardziej nam się chciało iść z nimi gdzieś w kiepską pogodę.. i to było najlepsze.. dziś zostało nam tych ludzi niewielu i jeszcze mniej czasu by tych pozostałych nim obdzielić.. i to jest słabe.. ważne jest też to, że kiedyś łatwiej było mi mówić prawdę o mnie.. i prawdy tej słuchać..

(*) inspired and written as a tribute to: `Życie w sieci, ca 2005. Piękność dnia`

‘Nie jestem kobieciarzem’

..od czterdziestu minut jeżdzę po mokotowie i szukam kwiaciarni
- kochanie, jest przy metrze
..przy metrze?
- regularnie ją obsikiwałeś
..ok, już wiem gdzie

re.member

Strach jest w istocie głównym elementem bycia rodzicem.

Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner “Freakonomia. Świat od podszewki.” (Rozdz. 5: Jaki jest rodzic doskonały).