- i kiedy przyjdzie będziesz musiał za nią pójść
..tylko tyle?
- kiedykolwiek przyjdzie – będziesz musiał za nią pójść
..nie ma problemu
- kiedykolwiek
..a w zamian za to?
- wszystko czego chcesz
..wszystko?
- wszystko
Nie sztuką jest zawsze przychodzić nie w porę. Nie sztuką jest nie przyjść wcale. Sztuką jest przyjść wtedy gdy wszyscy modlą się, że właśnie to się nie stanie. Piję kawę, bo picie kawy o tej porze nigdy niczego dobrego nie przynosi ale czasem przynosi nieco mniej złego niż jedenasty browar. Jest środek nocy, jest koniec, jest początek. Jest dziś.
Polubiłem krótkie zdania. Chyba nawet nie tak dawno. Chociaż nie potrafię sobie przypomnieć kiedy to było. Był taki okres w moim życiu, nie pamiętam dokładnie kiedy się zaczął – pamiętam, że skończył się jesienią 2008 roku. To był okres kiedy jeszcze mogłem polubić takie rzeczy. Był. Za krótki.
Jest off-line i próbuję to zapamiętać i wiem, że nic z tego nie będzie. Staram się wbić sobie w łeb to zdanie.. ‘kiedy przyjdzie będziesz musiał za nią pójść’ ..nie będzie z tego nic więcej.
Nic. Jest nieczynne, nie piję kawy, w życiu nie wypiłem jedenastego piwa, nawet jedenaste piwo w życiu musiałem wylać, bo inaczej..
Jestem w środku, jest zamknięte. Nie chcę wyjść.
Był taki projekt kiedyś – ten projekt jest już prawie gotowy – błąd - jest skończony. Brawo!? O tak. Jest skończony – bo go nie będzie. Miałem taki katalog z plikami wrzuconymi luzem, gdzie przez lata pomysły obrastały kurzem. Wszystko co miało wyglądać na kompletne i skończone właśnie takim teraz jest. Nie będzie dalszego ciągu.
Było też kilkanaście skończonych projektów, gotowych, wrzuconych, sprzedanych. Było mnóstwo wypracowanych patentów. Dziś wszystko trzeba zrobić od nowa.
Ile to jest dziesięć lat? Odkładania, odsuwania, niekończenia. Kłamstw, że kiedyś wszystko da się doprowadzić do końca, dopisać, poprzeklejać z różnych miejsc. Wziąć do ręki znów stare szkice. Spiąć w całość. Na szczęście ‘prawda was wyzwoli’ a prawdą jest, że nie ma już czego sklejać – nic nie zostało. Dziesięć? W zasadzie czternaście, może więcej, może mniej.
Milion razy chciałem się tego pozbyć. Wyzwolić od tysięcy niedokończonych zadań, rysunków i zdań. Milion razy chciałem przeciąć ostatnią z lin. Dryfować do byle-dalej-stąd. Uciec.
Można? Można! Tylko co dalej?
Nie mów mi, że u Ciebie kiedyś też tak było – bo na pewno nie było tak.