`All black everything`

March 16th, 2012 by rebus

Office

Casual

Black Ecco Shoes Etnies Kingpin black on black
Black socks Black socks
Fox Revolution Black pants Black Entnies jeans
Black Chrum.com T-shirt Black OFF-Festival T-shirt
Black Hugo Boss Shirt Black Ben Sherman polo
Black Calvin Klein tie
Black jacket
This is to the memory of Danroy Henry

Too much enemy fire to catch a friendly

Strays from the same shade, Ni**a we on the same team

Giving you respect, I expect the same thing

All black everything, Ni**a you know my fresh code

I’m out here fightin’ for you, Don’t increase my stress load (..)`

 

Kanye West & Jay-Z – Murder to Excellence – Watch the Throne (2011)

`Things you own end up owning you`

 

Chuck Palahniuk ‘Fightclub’

Dobry wieczór..

February 5th, 2012 by rebus

Dobry wieczór.. mam na imię Adam i jestem pełen spokoju. Mam pomysł, o którym tym razem będę pamiętał. Oprócz tego chyba nie mam nic.

Nie jestem sam i to jest zwykle wspaniałe. Choć bywa przerażające, bo czasem potrzebuję być sam. Czasem by się poprawiać, czasem by się okłamać.

Długo czytałem zanim zacząłem znów pisać. Długo myślałem o niczym. Długo myślałem o wszystkim.

Teraz wykonam pierwszy krok. Chwilę po nim postanowię jaki będzie drugi. Pokocham kiedyś ten dzień.

Serio.

one step beyond..

February 5th, 2012 by rebus

Dwie dekady poszukiwania ulgi.. może trzy? Gdy brnę zbyt daleko źle obraną drogą ból nie pozwala mi zawrócić. Każdy krok naprzód prowadzi mnie bliżej nadziei, że może jednak za kolejnym zakrętem okaże się, że znajdę jeszcze szansę by wybrnąć.

He knew he wasn’t perfect
But he always did his best to get under the surface
Not a saint, not a serpent
He just wanted everyone to be impressed with him as a person

Atmosphere - ‘Wild Wild Horses’

Gdybym potrafił przestać wybierać za każdym razem mniej uczęszczaną drogę, rezygnować ze złych pomysłów. Porzucać złe nawyki. Dokąd bym dotarł?

Kim jesteś człowieku uwięziony we mnie? Co byś chciał na obiad? Gdzie byś chciał żyć?

Kto ma rację? Ja czy Ty? Być może obaj nie mamy szans. 

Zamiast skupić się na załatwieniu tego co najważniejsze usuwam z pola działania drobiazgi, bzdety, pierdoły. Nie czuję się winny tylko gdy jestem wykończony, więc jestem wykończony by nie czuć się winny. W głowie i planach zostają wtedy tylko najważniejsze zadania, pomysły, plany; W głowie, oczach i mięśniach dudni zmęczenie; jest koniec; jest nieczynne; dobranoc.

Codziennie proces wygrywa z rezultatem. Nowy cel, nowy pomysł, nowa ucieczka. Nowe krótsze zdania.

Mózg odpada od wiatru, zwalniam. Zmieniam temat. Uciekam.

Rozdzielam się na dwie części i pozostaję z tą z tyłu. Obserwuję tę drugą część co dzień. W niedokończonych zdaniach, zatrzymanych returnach, w grzechu zaniedbania.

Nie ma ulgi. Nowy plus nie przykryje dawnych minusów. Jest droga, która ma wreszcie nie być pentlą.

Zacznijmy więc. Być może uda się nam obu, być może tylko Tobie. Wstań, wyjdź; przedstaw się Państwu..

Ostatni z wielkich

August 28th, 2011 by rebus

Z okazji spotkania z Beautiful and Damned  i pojawienia się Fitzgeralda w nowym filmie Allena przypomniała mi się lista jaką stworzył Gatsby zanim był Wielki..

“(…) z kieszeni wyciągnął poszarpany egzemplarz książki pod tytułem „Hopalong Cassidy”.

- Niech pan patrzy, to książka, którą miał, kiedy był chłopcem. To czegoś dowodzi.
Otworzył ją na ostatniej stronie i obracając pokazał mi. Na nie zadrukowanej kartce
wykaligrafowane były słowa:

„Rozkład godzin” i data „12 września 1906”. A pod spodem:

Wstawanie . . . . . . . . godz. 6.00
Ćwiczenia z ciężarkami i na drabinkach . . . . . 6.15 – 6.30
Studiowanie elektrotechniki itd. . . . . . . 7.15 – 8.15
Praca . . . . . . . . . . 8.30 – 4.30
Baseball i sporty . . . . . . . . 4.30 – 5.00
Ćwiczenie dykcji, dobrej postawy i sposobów osiągania tego . . 5.00 – 6.00
Praca nad potrzebnymi wynalazkami . . . . . 7.00 – 8.00

OGÓLNE POSTANOWIENIA
Nie marnować czasu u Shafterów albo (nazwisko nieczytelne)
Przestać palić i żuć gumę
Kąpać się co drugi dzień
Przeczytać jedną pożyteczną książkę albo pismo na tydzień
Oszczędzać 5 (przekreślone) 3 dolary tygodniowo
Być lepszym dla rodziców”

resztki dobrego smaku..

August 18th, 2011 by rebus

Jeżeli pozostało jeszcze coś co taki człowiek jak ja może powiedzieć dobrego o sobie, to na pewno, że widząc ładną dziewczynę na rowerze, odwracam się za nią, żeby zobaczyć jaki to rower ..a widząc ładną dziewczynę z książką najpierw patrzę na książkę, a na cycki tylko, gdy książka jest tego warta..

C02|>.0.817C|-|

June 15th, 2011 by rebus

Wiele razy obiecywałem sobie, że więcej się nie spotkamy. Nie chciałem, żebyś wychodziła zła. Nie chciałem, żebyś myślała, że wolno ci do mnie przyjść. Nie chciałem pamiętać, ani tego że się znamy ani tego, że jestem gdzieś na twojej liście krzywd. Wiele razy starałem się wyobrazić sobie, że uda mi się napisać, coś co sprawi, że zrozumiesz. Kiedy będziesz czytać ..dotykając brodą kolan ..trzymając stopy na swoim krześle ..ściskając lewą dłonią palce stóp. Wyobrażałem sobie, że to możliwe i że tak właśnie będzie wyglądać.

“I never mention your name I promise respect”

Teraz kiedy myślisz, że to ty.. ktoś inny myśli tak samo..

Wiele razy obiecywałem sobie, że nigdy tam nie wrócę. Obiecywałem sobie, że myśl o tym powrocie będzie dodawać sił w ucieczce. Odstraszać od powrotu. Wiele razy myślałem, że nie potrzebuję nikogo. Sam mogę ogarnąć drogę, która wyprowadzi mnie stąd. Wiele razy myślałem, że każda zmiana przynosi więcej dobrego niż złego, że zmiany są potrzebne bardziej niż wszystko inne.

Wczesnym rankiem patrzyłem na niemrawo poruszający się wykres z którego nie rozumiałem już nic. Patrzyłem na odbicie swoich oczu powtarzając sobie, że nigdy się nie poddam. Nigdy. Nigdy. Patrzyłem na poszarpaną drogę która przyprowadziła mnie na to twarde krzesło wczesnym porankiem. I czułem, że czas wracać.

Ale wracać tak, jak wraca się w rodzinne strony nabrać sił. Jak wraca się z morza na ląd, by zatęsknić za bujaniem na falach. Zawsze chciałem być tylko zajebiście dobry w czymś.

“Rival crews get cha black suits up”

“There’ll be no shelter here!
The frontline is everywhere”

przetrwanie..

June 14th, 2011 by rebus

Staram się utrzymać siebie w kręgu kultury.. ta walka o przetrwanie ma coraz mniejsze szanse na powodzenie.. staram się być chociaż krok przed twoją kanapą z piwem, której ci zazdroszczę.. staram się pomyśleć.. staram się sięgnąć po kawałki leżące gdzieś bliżej mnie .. gdzieś bliżej tego gdzie naprawdę jestem.. staram się.. jeśli mi się nie uda wszyscy będziemy musieli mi to wybaczyć – mi będzie najtrudniej..

kiedy przyjdzie będziesz musiał za nią pójść

June 12th, 2011 by rebus

- i kiedy przyjdzie będziesz musiał za nią pójść
..tylko tyle?
- kiedykolwiek przyjdzie – będziesz musiał za nią pójść
..nie ma problemu
- kiedykolwiek
..a w zamian za to?
- wszystko czego chcesz
..wszystko?
- wszystko

Nie sztuką jest zawsze przychodzić  nie w porę. Nie sztuką jest nie przyjść wcale. Sztuką jest przyjść wtedy gdy wszyscy modlą się, że właśnie to się nie stanie. Piję kawę, bo picie kawy o tej porze nigdy niczego dobrego nie przynosi ale czasem przynosi nieco mniej złego niż jedenasty browar. Jest środek nocy, jest koniec, jest początek. Jest dziś.

Polubiłem krótkie zdania. Chyba nawet nie tak dawno. Chociaż nie potrafię sobie przypomnieć kiedy to było. Był taki okres w moim życiu, nie pamiętam dokładnie kiedy się zaczął – pamiętam, że skończył się jesienią 2008 roku. To był okres kiedy jeszcze mogłem polubić takie rzeczy. Był. Za krótki.

Jest off-line i próbuję to zapamiętać i wiem, że nic z tego nie będzie. Staram się wbić sobie w łeb to zdanie.. ‘kiedy przyjdzie będziesz musiał za nią pójść’ ..nie będzie z tego nic więcej.

Nic. Jest nieczynne, nie piję kawy, w życiu nie wypiłem jedenastego piwa, nawet jedenaste piwo w życiu musiałem wylać, bo inaczej..

Jestem w środku, jest zamknięte. Nie chcę wyjść.

Był taki projekt kiedyś  – ten projekt jest już prawie gotowy – błąd -  jest skończony. Brawo!? O tak. Jest skończony – bo go nie będzie. Miałem taki katalog z plikami wrzuconymi luzem, gdzie przez lata pomysły obrastały kurzem. Wszystko co miało wyglądać na kompletne i skończone właśnie takim teraz jest. Nie będzie dalszego ciągu.

Było też kilkanaście skończonych projektów, gotowych, wrzuconych, sprzedanych. Było mnóstwo wypracowanych patentów. Dziś wszystko trzeba zrobić od nowa.

Ile to jest dziesięć lat? Odkładania, odsuwania, niekończenia. Kłamstw, że kiedyś wszystko da się doprowadzić do końca, dopisać, poprzeklejać z różnych miejsc. Wziąć do ręki znów stare szkice. Spiąć w całość. Na szczęście ‘prawda was wyzwoli’ a prawdą jest, że nie ma już czego sklejać  – nic nie zostało. Dziesięć? W zasadzie czternaście, może więcej, może mniej.

Milion razy chciałem się tego pozbyć. Wyzwolić od tysięcy niedokończonych zadań, rysunków i zdań. Milion razy chciałem przeciąć ostatnią z lin. Dryfować do byle-dalej-stąd. Uciec.

Można? Można! Tylko co dalej?

Nie mów mi, że u Ciebie kiedyś też tak było – bo na pewno nie było tak.

Bezruch..

June 8th, 2011 by rebus

Ten bezruch jest jak sen, jest prawie jak śmierć. Ten bezruch jest jak powolne konanie na brzegu bezludnej wyspy. Na ciepłym piasku.

Ten bezruch jest idealnie trwały. Wieczny jak dożywocie.

Przeszywa mnie tysiąc obrazów, każdy taki sam. Przeszywa mnie miecz zemsty i żalu. Miecz kary. Tysiąc cięć przeszywa mnie od lewego ramienia w stronę resztek wątroby. Tysiąc cięć. Nie czuję żadnego z nich. Próbuję je poczuć z całych sił, spowalniam i przyspieszam kolejne. I nic.

Próbuję poczuć ból wyrzutów martwych dni zamiast bólu, który miażdży resztę ciała. Prawdziwego bólu który uwięził mnie w tym bezruchu – rozsypanego jak szczątki miażdżone imadłem. Złączone tym bólem i niczym więcej.

MMMatko..

June 6th, 2011 by rebus

Ależ to jest do-pizdy(tm) wszystko..

Co tydzień próbuję na nowo to wszystko poskładać do kupy, zebrać, złączyć. Co tydzień na nowo próbuję nadać temu jakiś sens. Co tydzień obiecuję sobie, że tym razem będzie lepiej, że tym razem znam odpowiedź, mam sposób.

Co tydzień wymiękam. Co tydzień próbuję jeszcze raz zebrać wszystkie zadania.. i cele.. i pomysły ..wszystko jeszcze raz. Co tydzień nic z tego nie wynika. Co tydzień muszę zaczynać od nowa.

Podobno można tak żyć. Tylko po co? A jeśli nie tak, to jak inaczej?

W świecie innych wyborów nie mieszkam. W świecie innych planów nigdy mnie nie będzie. Zawsze będę w swojej pętli. Zawsze będę próbował od nowa.

Nigdy nie uda mi się wrócić do miejsca gdzie można było jeszcze podjąć decyzję która mogła coś zmienić.

Uczę się żyć na nowo w świecie, który stworzyłem, by był miejscem kary dla kogoś, kto był moim wrogiem. Wróg odszedł. W świecie kary zostałem sam.

I nawet jeśli kiedyś uda mi się stąd wydostać – nie będę wiedział dokąd pójść.

Mógłbym to pisać co tydzień.

Tylko po co?